A+ A A-

Pożegnanie z HemPoland

Zakończyła się moja przygoda z HemPoland. Zostałem bezceremonialnie wyrzucony ze spółki, którą stworzyłem. Do tej pory nie wiem, dlaczego.
Z uśmiechem politowania czytałem i słuchałem komentarzy o tym, jaki to zły jest zagraniczny kapitał, kiedy w sierpniu podaliśmy do wiadomości publicznej informacje o transakcji z The Green Organic Dutchman. Myśleliśmy, że oto umieszczamy polskie konopie na stałe na mapie świata. "Mam umowną gwarancję prowadzenia firmy przynajmniej do końca 2021 r.", zapewniałem roztaczających złowieszcze scenariusze komentatorów. "Poza tym, nie kupują przecież spółki po to, żeby ją zniszczyć". Jakże się myliłem!


W swojej naiwności wciąż nie mogę uwierzyć w to, co zaszło. O tym, że zostałem za plecami odwołany z funkcji Prezesa Zarządu, wbrew podpisanym umowom, dowiedziałem się po dwóch tygodniach (!) i to "przypadkiem". W międzyczasie rozmawiałem z kanadyjską wierchuszką, która choć rano wbiła mi nóż w plecy, popołudniem ładnie się uśmiechała i snuła plany na przyszłość. Do dziś żadna z osób odpowiedzialnych za te kroki nie miała odwagi spojrzeć mi w oczy, czy choćby zadzwonić, napisać - o co chodziło. Dlatego też wybaczcie drogie koleżanki i koledzy, że nie jestem wam w stanie wyjaśnić, co się stało - niestety sam tego nie rozumiem...

Założyłem HemPoland nie tylko z miłości do konopi i głębokiej wiary, że uda mi się dołożyć cegiełkę do budowy nowej gałęzi przemysłu. Zamarzyło mi się stworzyć środowisko, w którym pracodawca i pracownik nie czują się "przeciwnikami", a pracują wspólnie dla wspólnego dobra. Starałem się dobrze traktować ludzi, z którymi pracowałem i możliwie dobrze ich wynagradzać. Po czterech latach od założenia firmy, pracowało dla niej blisko 100 osób. Po latach uświadamiania ludziom, że konopie nie są niczym złym, tworzenie miejsc pracy w tym sektorze było przeogromną radością. Kiedy na horyzoncie pojawił się kanadyjski partner, poczułem, że to jest ten zastrzyk energii i kapitału, który jest nam potrzebny, by kontynuować pozytywny trend. Kiedy pośród pracowników pojawiały się pierwsze głosy, że to może zwiastować problemy - uspokajałem ich i prosiłem o zaufanie. Zawiodłem. Choć nie celowo, to jednak zostawiłem na lodzie całą załogę. Wiele osób rzuciło dobrą pracę, by przyjść tworzyć z nami coś niezwykłego, tylko po to, by obserwować, jak z dnia na dzień staję się w firmie "persona non grata".
Dziś, z tego co słyszę, pracownicy są przeszukiwani, podwyżki cofnięte, widmo zwolnień krąży nad każdym, kto "był ze mną blisko", a w firmie momentalnie zawiązały się związki zawodowe. Żal mi patrzeć na to, co dzieje się z odebranym mi dzieckiem. Nie mogę też patrzeć na swoje odbicie w lustrze, rozczarowany sam sobą, że na to pozwoliłem. Naturalnie będę dochodzić odszkodowania za naruszenie umowy, ale niestety tego, co się stało, nie da się cofnąć.

Z racji na powyższe, proszę nie łączyć mnie z działalnością firmy HemPoland, marką CannabiGold czy czymkolwiek, co związane jest z holdingiem The Green Organic Dutchman.

Przepraszam tych z was, którzy myśleli, że mają we mnie przyjaciela, na którego mogą liczyć...

Ciąg dalszy nastąpi!

Opublikowane przez Maciej Kowalski na blogu natemat.pl: https://maciejkowalski.natemat.pl/259237,pozegnanie-z-hempoland

Oceń ten artykuł
(2 głosów)