A+ A A-

Siała baba konopie... Kły

Ziarno to symbol życia. Gdy patrzę, jak z malutkiej kapsuły czasu błyskawicznie rodzi się bujna, energiczna zielona sadzonka, czuję się sam jak dziecko i dziwuję jak za pierwszym razem. Szczególnie wczesną wiosną!     Początek to mistyka. Wiesz co i jak, ale czekasz niecierpliwie, ciekawie, jak spiszą się teraz pestki, przecież zwykle są do siebie tajemniczo podobne, a rośliny mogą być tak różnorodne.
   
Ten pierwszy etap jest ważny, jeśli zadrży Ci ręka, możesz złamać kiełek u zarania, jeśli przekombinujesz i przedobrzysz z jakimś trikiem, stracisz szansę na coś pięknego. Z drugiej strony, jeżeli to dla Ciebie nie pierwszyzna i oprzesz się pokusom, dzięki białej magii możesz zyskać parę  dni, dużo w skali sezonu, lub nawet ożywić tak feralne pestki, że tygodniami nie rokują. Wielu z nas próbowało przecież pod wpływem impulsu posadzić pestkę z dilpaka, z niedojrzałego krzaka, czy znalezioną w kieszeni spodni zagubionych dwa lata temu w kurzu za szafą;) Oczywiście porządne, markowe, świeże ziarno z renomowanego seedbanku to najlepsza inwestycja dosłownie pod słońcem, bez dwóch zdań! Z drobnej kuleczki może być po trzech miesiącach drzewko większe niż człowiek, odporne nawet na grad wielkości meteorytów, czyż przyroda nie jest genialna?

    Jakie powinny być wypasione pestki, oprócz tego, że pochodzić nie z samosiejki, a z dobrej odmiany z zaufanego źródła? Przechowywane w miejscu ciemnym, chłodnym, czystym i suchym (np. trzymane z ryżem lub specjalnym dessicantem-pochłaniaczem wilgoci), bez zielonych osłonek, w których wyrastały. Może to być pojemnik w lodówce, po wyjęciu ciepło będzie czytelnym sygnałem pobudki, cienka linia między połówkami powłoki zacznie przepuszczać wodę. W wieku najlepiej pół roku – po śmierci matki w zalążkach trwają skomplikowane procesy fizjologiczne, a embrion kształtuje się na nagromadzonych odżywkach, zanim przejdzie w uśpienie, gdy przyjdzie chłód. W wyjątkowo dobrych warunkach mogą przetrwać nawet do 10 lat! Ziarna cennych gatunków zabierali na pokład już starożytni marynarze, co zatem należy zabrać ze sobą do schronu atomowego czy na statek kosmiczny? :P
    Chociaż to zawarte wewnątrz geny determinują, jak uda się sezon, po wyglądzie też można co nieco osądzić. Powinny być duże, ciemne i błyszczące. Czasem trafiają się odmiany nieco mniejsze, bardziej szarawe niż brązowe, różne, jednak białawe i jasnozielone możesz od razu zjeść na zdrowie, wrzuciwszy je do kiełkowania z dojrzałymi ryzykujesz rozwój w nich bakterii i grzybów i infekcję. Cętki i różnice odcienia są jednak naturalnym kamuflażem. Czerń może oznaczać, że egzemplarz zgnił lub jego zawartość sfermentowała, podobnie jak pechowe „pustaki” nie będzie mieć mocnej skorupki.

    Jako że nie wszystkie muszą przerodzić się w sensimille, szczególnie w początkowych etapach może wiele maleństw po prostu nie przeżyć, dokładnie zaplanuj cały początek sezonu. Mało kto z nas dysponuje setkami pestek, by posypać tylko ziemię jak guerillas i skazać 99% z nich na wyschnięcie.
    Teraz pewnie szykujesz się do sadzenia na dworze, ale jeśli masz wolną szafkę na indoor, lub w dodatku dysponujesz świetlówkami, korzystaj. Nie możesz tylko ich przyzwyczaić do ciepła, zbyt dobrej gleby czy intensywnego światła, bo nie przyjmą się chętnie w miejscu docelowym.
    Większość osób trzyma na parapecie, niektórzy doświetlają świetlówkami kompaktowymi, byle pod żadnym pozorem nie zaburzyć cyklu świetlnego dnia i nocy, niektórzy wystawiają na balkon czy do ogrodu na dzień. Światła powinno być tyle, by sadzonka rosła gęsta, na parapecie rzadko nasłonecznienie zbliża się do wymarzonego poziomu; w szafce, zależnie od lamp, może już być tyle, ile trzeba młodzieży i więcej.  
    Wysadzisz więc na zewnątrz, pod wielkie słońce, gdy tylko uznasz, że przetrwają. Kiedy, to niestety skomplikowane, wymaga wprawy, jest kilka czynników do wzięcia pod uwagę, szczególnie warunki pogodowe, to wszystko omówię szerzej w innym artykule. Wiedz jednak, że najczęściej  na przełomie kwietnia i maja, do jego połowy, czasem 10 kwietnia, jeśli zdążysz się dorobić mocnych, wyrośniętych łobuziaków. Warto robić to falami (ryzyko nocnych przymrozków). Biorąc pod uwagę minimum kilka dni na kiełkowanie plus kilka dni na wybicie się przy dobrym materiale, dodajesz dwa-trzy tygodnie na oknie i celujesz na 10.IV-20.V. Rozrzut pomiędzy wczesnym marcem a późnym kwietniem jest spory, cała rzecz w tym, by wykazać się umiejętnościami oraz odgadnąć, jaka będzie wiosna.

    Kolejne istotne zagadnienie to zgromadzenie wszystkiego co potrzebne, przede wszystkim podłoża i doniczek, przed dniem zero. Nieraz pomidor potrafi zaskoczyć, w końcu to ziele, chwast, rośnie z natury szybko:D Nie trzeba jednak przedwcześnie szykować inkubatorów, bo samoczynnie zaczną z tego korzystać inne organizmy;)
    Pierwsze doniczki powinny kształtem i wielkością przypominać plastikowy kubek na piwo (i mieć duże odpływy). Wtedy korzenie będą rosnąć swobodnie. Ceramika dobrze „oddycha”, lecz kubki są lżejsze, tańsze, mniejsze i wygodniejsze w desancie na poletko...musisz co prawda je okleić, korzenie nie lubią światła, ale możesz je czasem, zdjąwszy osłonę, obejrzeć.
    Wstępne podłoże nie musi być żyzne, dziecko nie je dużo, będzie zmuszone tworzyć dziarską sieć korzeniową, i bez wybrzydzania zaakceptuje ziemię polną. Do ziemi ogrodniczej dodaj w dużej ilości substrat kokosowy i/lub perlit, wermikulit itp., ew. czysty piasek. Dobrze magazynują wilgoć i przepuszczają powietrze. Dolomit i zmielone skorupki po jajkach lub ślimakach albo kreda w ilości paru łyżeczek pomogą uzyskać odczyn tylko lekko kwaśny. Możesz mix namoczyć i wysterylizować w piekarniku.

    Śpiące księżniczki będą potrzebować wody, ciemności, dostępu powietrza, ciepła: ok. 24-9 stopni. Zwykle w ciągu kilku dni zobaczysz 90-5%. Większość po 48 godz.
    Jedni tylko namaczają dobę i od razu sadzą. Inni trzymają w namoczonym ręczniku papierowym, choć zawiera nieco chemikaliów. Ja wrzucam do kieliszka, nie muszę się obawiać, że korzonek zacznie mi wrastać w podłoże i uszkodzę przy wyjmowaniu. Zdrowe pestki rychło nasiąkają i toną.
    Dodaję kroplę zwykłej wody utlenionej, powtarzam w następne dni, nie tylko grzybo- i bakteriostatycznie, kiełek po prostu lubi tlen.
    Nasionko korzysta z nagromadzonych zapasów energii, więc zwykle nie jest konieczny dodatek fosforanowego (jak do rośl. kwitnących) nawozu.
    Możliwa a niekonieczna jest też dosypka ukorzeniacza do roślin zielnych, zawiera on zwykle hormon właśnie na korzenie, witaminę B1, której tabletkę możesz jednak sam dać oddzielnie, oraz odżywczy humus, ten jednak prędzej posłuży galaretowatej substancji pleśni... Ta raczej nie zaszkodzi poważnie delikatnemu kiełkowi, ale na pewno nie pomoże. Jeśli już się pojawi, najpierw wokół najżywotniejszych pesteczek. Więcej hormonów możesz uzyskać z wody, do której wsadzisz na dobę-dwie odciętą równo skośnym ruchem młodą pączkującą gałązkę wierzby. Małe jednak potrafią same sobie pomóc nawzajem, te wczesne chemicznie-fizjologicznie stymulują maruderów, dlatego wyciągam je dopiero, gdy kiełek ma z 7 mm i grozi mu ukruszenie przy sadzeniu. Odkryłem to, gdy trzymałem dawniej każde oddzielnie, aż przerzuciłem oporne do zbiorczego kielonka. Inny trik, nietestowany: ponieważ rośliny i zwierzęta mają część sygnalizatorów fizjologicznych podobnych, vide fitoestrogeny, spotkałem się kiedyś z sugestią, by dodać też śladową ilość estrogenów do tej wody, a będzie więcej kobiet;) Trudno jednak zgadywać, czy taki eksperyment ma faktycznie sens.
    Sama woda najlepsza będzie destylowana, sterylna, ale martwa, bez jonów, niegazowana źródlana lub średnio-, niskozmineralizowana, z filtra. Przegotować można, lecz przemycisz kamień czajnikowy.
    Ostro też przyspieszysz, jeśli masz w domu czerwone diody LED lub czerw. świetlówkę, to wyjątek od wymagania ciemności. Jeśli się uprzeć, trikami można wykiełkować nawet w 6 godzin (!).

    Troubleshooting. Stare, słabe i/lub niepijące wody nasionka można spróbować zreanimować, jeśli absolutnie nie możemy skombinować lepszych. [Odważni ponoć stosują tę metodę nawet na zdrowych pestkach, dla przyspieszenia akcji.] Weź małe pudełeczko, włóż tam najdrobniejszy dostępny papier ścierny (ew. piach, ale ścieralność dużo mniejsza), wrzuć tam oporne jednostki i potrząsaj energicznie przez minutę lub pół, a cieńsza teraz skorupka będzie dla korzonka łatwiejsza do przebicia, a dla wody przenikalna.

    W podłoże należy imputować na głębokość 5-15 mm, zależnie od długości korzonka. Najpierw robimy małą jamkę np. wykałaczką, delikatnie, umytymi rękoma lub pęsetą kładziemy niemowlę na miejsce. Ostrożnie przysypmy podłożem, leciutko przyciśnijmy, wilgoć będzie się trzymać w dołeczku. Wykałaczkę teraz wbijamy centymetr obok, z różnych stron i przesuwamy w kierunku kolebki nowej roślinki, będzie ładnie przykryta ziemią. Lekko podlewamy, wodą mniej więcej taką, jak do kiełków, może być więcej H2O2. Włączamy światło, niech powstrzymuje rozwój ewentualnych pleśni na powierzchni gleby, niech ogrzewa, niech wschodzące listki otworzą się do niego na powitanie:)
    Wszystko z rozsądkiem, ani za ciepło, ani za chłodno, nie sadź głęboko ni płytko, ziemia niech nie będzie zbrylona, błotnista ani sypka, latorośl niech nie wysycha, ale pamiętaj też, teraz najczęstszy błąd to nawożenie i szczodre podlewanie - a przecież i tak powierzchnia absorpcji jest teraz znikoma.
    Dostęp świeżego powietrza jest prawie równie ważny co wilgoć, dlatego osobiście zwykle nie przykrywałem folią, i podlewałem na początek dosłownie po łyżeczce, za to 2-3 razy dziennie. Bez tlenu korzeń gnije, a korzeń to serce, tak jak liście to żołądek;) Nie dłub w ziemi z ciekawości i niecierpliwości, zaszkodzisz tylko – teraz wzrost będzie głównie w dół, listki mogą wyjść na górę nawet po kilku dniach czekania. Pierwsze, cotyledony, są nietypowe, półokrągłe, blade i z początku skulone (etiolacja i skotomorfogeneza), zazielenią się i otworzą się do światła (deetiolacja i fotomorfogeneza).
Do dzieła:)

P.S.
Pamiętajcie drodzy czytelnicy, że nasza kochana ojczyzna nie jest tak wolna jak słoneczna Hiszpania czy zielona Holandia. Kiełkowanie nasion konopi w Polsce jest karane 5 latami więzienia. Czyste szaleństwo prawda ?  
Oceń ten artykuł
(0 głosów)